z poniedziałek, 25 maj 2009 16:50przez mich
| Kod Leonarda da Vinci, fakt czy fikcja? Wywiad z dr A. Pallą |
| Redaktor: Cyprian Sajna | |
| 14.03.2009. | |
Kod Leonarda da Vinci a historia Rozmowa z dr. Alfredem Pallą o bestsellerze Dana Browna pt. Kod Leonarda da Vinci przeprowadzona przez dziennikarkę Agnieszkę Flakus. A.F. Dlaczego podjął się Pan napisania książki polemizującej z popularną powieścią pt. Kod Leonarda da Vinci? A.P. Dan Brown zapowiedział we wstępie swej powieści, że oparł ją na danych historycznych, a w jego książce występują postaci i fakty historyczne, co stwarza pozory autentyczności, ale jego tezy nie mają oparcia w historii, dlatego należy je zweryfikować. A.F. Czy może Pan podać kilka przykładów takich błędów? A.P. Nawet w tak banalnych kwestiach, jak to, że piramida za Luwrem składa się „dokładnie z 666 kawałków szkła”, podczas gdy „dokładnie” jest ich 673. Greckie olimpiady nie opierały się na ośmioletnim cyklu ze względu na planetę Wenus, jak napisał Brown, lecz na cyklu czteroletnim i poświęcone były Zeusowi. Zwoje znad Morza Martwego odkryto w latach 1940., a nie 1950., jak podał Brown. Wśród nich nie ma żadnych ewangelii. Takie nieścisłości powinny skłonić czytelników do pytania, czy można polegać na autorze, który popełnił tyle omyłek w sprawach łatwych do sprawdzenia? A.F. We wstępie do książki Brown podał, że wszystkie informacje o opisanych w niej dziełach sztuki są prawdziwe. Co Pan na to? A.P.: Przesadził, delikatnie mówiąc. Jego informacje o twórcach i dziełach sztuki roją się od błędów. Na przykład według niego Leonardo da Vinci namalował „niezliczone... dzieła o tematyce chrześcijańskiej”, choć faktycznie pozostawił tylko 17 dzieł, w tym 4 nieukończone. Czy Leonardo „przyjmował setki lukratywnych zleceń papieskiego Rzymu”? Bynajmniej. Papież zlecił mu wykonanie tylko jednego dzieła. O obrazie Madonna w grocie skalnej, który ma wymiary 198 na 123 cm, Brown napisał, że ma wysokość 150 cm. Stwierdził, że temat obrazu zleciły mistrzowi z Vinci zakonnice z Bractwa Niepokalanego Poczęcia. Tymczasem w Bractwie Niepokalanego Poczęcia nigdy nie było zakonnic, gdyż było to bractwo męskie. W polskim wydaniu ktoś to poprawił, a także zmienił tytuł jego książki, który w języku angielskim zawiera błąd, gdyż brzmi Kod da Vinci (The Da Vinci Code), a więc Kod z Vinci, zamiast Kod Leonarda da Vinci. Brown skompromitował się też, myląc na tym obrazie osobę małego Jezusa z małym Janem, stąd jego błędny wniosek, że Jan Chrzciciel błogosławi Jezusa, choć jest na odwrót.
A.F. A co z twierdzeniem, że Leonardo był jawnym homoseksualistą? A.P. Zarzut ten opiera się na jednym epizodzie. Otóż w młodości posądzono jego i trzech innych młodzieńców o sodomię, gdyż zastano ich z młodzieńcem, który uprawiał prostytucję we Florencji. Oskarżenie to jednak nie utrzymało się w sądzie i młodzieńców uniewinniono. Historyk sztuki Bruce Boucher twierdzi, że nie ma żadnego dowodu świadczącego o jego orientacji seksualnej. A.F. Dan Brown sugeruje, że Leonardo był poganinem i uprawiał czarną magię... A.P. Według eksperta Alessandra Vezzosiego Leonardo był krytyczny wobec wszelkich przejawów okultyzmu, w tym astrologii, magii, alchemii. Nie był przyjacielem średniowiecznego Kościoła. Widział, że duchowni mówią wiele o raju w niebie, a zagarniają dla siebie dobra na ziemi. Kpił z naiwności tych, którzy wydawali ostatnie grosze na relikwie i świętości, które są bez wartości dla życia duchowego. Nigdy jednak nie odrzucił wiary w Boga ani głównych nauk chrześcijańskich. Vasari podaje w biografii Leonarda, że umarł, polecając się w ręce wszechmocnego Boga. Natomiast o okultyzmie Leonardo tak powiedział: „Wielu chwyta się zwiedzeń, sprzedaje omamy i fałszywe cuda, oszukując głupi motłoch”. Dan Brown odniósł tę jego wypowiedź do Pisma Świętego, podobnie jak słowa o hochsztaplerach, których gubi ignorancja i próżność. Leonardo prędzej niż do Biblii odniósłby te słowa do Dana Browna: „Największym zwiedzeniem, jakie spada na ludzi, są ich własne opinie... z powodu próżnego splendoru idziemy w ogień, gdzie zwodzi nas ślepa ignorancja. Tak, zaślepia nas ignorancja i wiedzie na manowce. O! nieszczęśni śmiertelnicy, otwórzcie wreszcie oczy”. A.F. Najbardziej chyba szokującą tezą w Kodzie Leonarda da Vinci jest małżeństwo Marii Magdaleny z Jezusem. Czy Jezus był żonaty? A.P. Brown wysunął w tej sprawie kilka argumentów. Najpierw to, że żydowski zwyczaj nakazywał małżeństwo. Tak nie było, gdyż w Izraelu nie brakowało osób służących Bogu, które żyły samotnie, np. Jan Chrzciciel czy prorokini Anna. Także esseńczycy preferowali celibat, a jednak wszyscy oni cieszyli się szacunkiem wśród Żydów. Jako drugi argument Brown wymienia teksty gnostyckie, które ukazują Marię Magdalenę w roli uprzywilejowanej, ale nawet one nie mówią niczego o małżeństwie Jezusa. Starożytne źródła milczą o małżeństwie Jezusa z prostej przyczyny, a mianowicie nigdy go nie było! Kolejnym jego argumentem jest to, że Leonardo da Vinci namalował rzekomo Marię Magdalenę na miejscu apostoła Jana na słynnym obrazie Ostatnia Wieczerza, gdyż Jan nie ma brody, za to długie, kędzierzawe włosy i delikatne rysy twarzy. Znawcy nie potwierdzają tej osobliwej interpretacji. Autor powieści nie wziął pod uwagę tego, że w tym okresie malarze podkreślali młody wiek rysami kobiecymi, a Jan był przecież najmłodszym z apostołów. A.F. Jakie relacje łączyły zatem Jezusa i Marię Magdalenę? A.P. Nowy Testament powiada, że Maria podróżowała z uczniami Jezusa, ale nie jako jedyna. Ewangelie wymieniają oprócz niej kilka innych kobiet, na przykład Joannę, żonę Chuzy. Warto też zwrócić uwagę na to, że w starożytności imiona zamężnych kobiet wiązano z imieniem męża. Imieniu Marii nie towarzyszy imię Jezusa, lecz przydomek „Magdalena”, który pochodzi od Magdali nad Morzem Galilejskim. Jezus nie pominąłby jej pod krzyżem, kiedy polecał Janowi opiekę nad swoją matką, ale zatroszczyłby się również o żonę, gdyby Magdalena nią była. W swej bibliotece mam około 40 tomów, które zawierają praktycznie wszystkie pisma wczesnochrześcijańskie. W żadnym z nich nie ma niczego, co wskazywałoby na związek Jezusa z Marią Magdaleną. Nawet w pismach gnostyckich nie ma takiej informacji. Jedno z głównych założeń, na których opiera się powieść pt. Kod Leonarda da Vinci, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Starożytne źródła milczą o małżeństwie Jezusa z prostej przyczyny, ponieważ takiego związku nigdy nie było. A.F. Skąd Dan Brown zaczerpnął pomysł małżeństwa Marii z Jezusem oraz ich potomstwa, które rzekomo dało początek francuskiej linii królewskiej? A.P. W tym oparł się na pseudonaukowych książkach Leigh, Baigenta i Lincolna, a oni na dokumentach, które sfabrykował niejaki Pierre Plantard. Podawał się za spadkobiercę francuskich królów, ale w końcu przyznał się do tego oszustwa, a także do sfałszowania dokumentów, które miały dowodzić, że założony przez niego Zakon Syjonu sięgał faktycznie średniowiecza, a do jego poprzednich wielkich mistrzów należeli m.in. Leonardo da Vinci i Izaak Newton. Wszystko to okazało się blagą już dawno temu. Trudno mi powiedzieć, dlaczego Brown bazuje na takich przedawnionych informacjach, być może z niewiedzy, a może po prostu dlatego, że takie sensacje dobrze się sprzedają? A.F. Wspomniał Pan wcześniej o gnostykach. Brown ukazuje ich jako pierwotnych chrześcijan, których wyparło późniejsze, nowotestamentowe chrześcijaństwo. Kim byli gnostycy? A.P. Gnostycyzm był wpływowym nurtem religijnym w pierwszych wiekach. Oferował ezoteryczną wiedzę, która miała prowadzić do zbawienia. Składały się na nią duchowe objawienia i poglądy zebrane z różnych religii, w tym z chrześcijaństwa. Gnostycy, idąc za Platonem, postrzegali materialny świat jako więzienie niematerialnej duszy, co zrodziło wśród nich dwie postawy. Mniejszość żyła według przekonania, że skoro ciało jest grzeszną skorupą, która więzi ducha, to znaczy, że można je niszczyć, folgując żądzom, ale większość obierała ascetyzm, umartwiając ciało, traktując seks, małżeństwo czy macierzyństwo jako rzeczy przyziemne i zbędne, które należy odrzucić. A.F. Jakie były różnice między naukami gnostyków a chrześcijan? A.P. Jedną z najbardziej rzucających się w oczy różnic między pismami gnostyków a Pismem Świętym, które stanowi fundament nauk chrześcijańskich, jest to, że odrzucali oni Boga Stwórcę. Najbardziej wpływowy z gnostyków, Walentyn, gorliwy zwolennik Platona, pouczał o istnieniu hierarchii duchowych istot zwanych „eonami”. Jeden z niższych eonów, imieniem Sophia, upadł i przez to zrodził złego Demiurga. Gnostycy utożsamiali Demiurga ze starotestamentowym Bogiem Jahwe. Według nich stworzył on zły świat, w którym dusze są uwięzione w materialnych ciałach. Z tego powodu oni gardzili Bogiem Jahwe i Jego Prawem. Stworzone przez Niego życie na ziemi uważali za błąd, zrzucając na Niego odpowiedzialność za grzech i jego skutki. Natomiast w upadku Adama i Ewy doszukiwali się wyzwolenia, a w wężu, który zwiódł pierwszych ludzi – źródła gnozy, a więc swej mądrości. Zrozumienie grzechu i odkupienia stanowiło największą różnicę między nimi a chrześcijanami. Według biblijnego chrześcijaństwa głównym problemem ludzkości jest grzech, natomiast według gnostyków jest nim brak sekretnej wiedzy. Według nich Chrystus był eonem, który wszedł w ludzkie ciało Jezusa, aby uwolnić ludzi ze świata materii. Uwolnienia tego nie dokonał tak, jak uczy Biblia, a więc przez niewinną śmierć, lecz jako mistrz, który przyniósł ludziom sekretną wiedzę. Znajomość tej wiedzy, a nie Jego ofiara, przywróci ludziom utraconą boskość, uważali gnostycy. Skoro do zbawienia potrzebna jest gnoza, zbawienie osiągną tylko gnostycy. Gnostycy uważali, że szansę mają jeszcze chrześcijanie, choć żyją na niskim poziomie starotestamentowej religijności będącej domeną złego Demiurga, natomiast reszcie ludzkości nie dawali żadnych szans na zbawienie. Pokazuje to elitarność i arogancję ich religijności. Nie trzeba być teologiem, aby dostrzec, że gnostycyzm nie był pierwotną formą chrześcijaństwa, choć Dan Brown oferuje czytelnikom swej książki tego rodzaju pobożne życzenia jako fakty. Gnostycyzm i chrześcijaństwo były wykluczającymi się filozofiami. Tylko powierzchowna lektura pism gnostyków może przynieść złudzenie podobieństwa ze względu na chrześcijańską terminologię, imię Jezusa i apostołów, a także formy literackie, takie jak ewangelie, które gnostycy podpisywali imionami apostołów. A.F. Brown wspomina w swej książce o dużej liczbie ewangelii. Ile jest w zasadzie ewangelii? A.P.: Pisze, że w czasach apostolskich było około 80 ewangelii, z których tylko cztery trafiły do Nowego Testamentu. Tymczasem wszystkich ewangelii, włącznie z apokryficznymi i gnostyckimi, jest mniej niż 20. Sugeruje też ustami swoich bohaterów, że najwcześniejszymi pismami chrześcijan były ewangelie gnostyków, a Kościół wyeliminował je, wybierając w ich miejsce do kanonu późniejsze cztery Ewangelie. Jest to nieprawda. Znawcy tematu uważają za najwcześniejszą Ewangelię wg Marka, następnie Mateusza, Łukasza i Jana. Gnostyckie pisma pośrednio potwierdzają tę kolejność, gdyż najczęściej odwołują się do Ewangelii wg Jana, która została napisana pod koniec I wieku, a więc najbliżej czasów, w których gnostycyzm stał się popularny. Chrześcijaństwo odrzuciło nauki gnostyków, gdyż zawierały inną ewangelię od tej, którą głosił Jezus i apostołowie. Innym powodem było to, że w odróżnieniu od ksiąg nowotestamentowych, powstały one po śmierci apostołów. Najstarsza z nich – Ewangelia Tomasza – pochodzi z II wieku, podobnie jak Ewangelia Filipa i Ewangelia Marii Magdaleny. Nawiasem mówiąc, Brown popełnił gafę, pisząc, że Ewangelia Marii Magdaleny została odkryta w Nag Hammadi w 1945 roku, gdyż znaleziono ją w roku 1896 w Kairze. Ewangelie gnostyków nie opisują życia Jezusa jako człowieka ani nie czynią Jezusa bardziej ludzkim. Sądząc z uwag Browna, mam poważne wątpliwości, czy w ogóle zapoznał się z treścią tych pism. Polski czytelnik może się o tym przekonać naocznie, gdyż dodałem do swej polemiki z Kodem Leonarda da Vinci zarówno Ewangelię Tomasza, jak Ewangelię Filipa i Ewangelię Marii Magdaleny. A.F. Brown głosi, że pierwsi chrześcijanie (nawet apostołowie) uważali Jezusa za śmiertelnego człowieka, a pogląd o boskości Chrystusa zdominował chrześcijaństwo dopiero w IV w. Czy to prawda? A.P.: Brown zaczerpnął ten błędny pogląd z pseudonaukowej książki Święty Graal, Święta Krew. Nowy Testament powstał w I wieku. Zajrzyjmy do niego, a przekonamy się, że Jezus jest w nim zwany Bogiem (gr. theos) przynajmniej siedem razy, a także wielokrotnie zwany jest Panem w takim sensie. Z II i III wieku pochodzi wiele cytatów o boskości Chrystusa. Na przykład Ignacy z Antiochii w 110 roku nazwał Jezusa „Chrystusem Bogiem”. Justyn Męczennik pisał przed 150 rokiem do Tryfona: „Gdybyś rozumiał to, co napisali prorocy, nie zaprzeczałbyś, że Chrystus był Bogiem”. Klemens Aleksandryjski w 150 roku oświadczył: „Tylko On jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem”. Ireneusz z Lyonu w 180 roku argumentował: „On jest Bogiem, na co wskazuje już samo imię Emmanuel”. A.F. Zdaniem Browna sprawę bóstwa Chrystusa przegłosowano dopiero podczas soboru w Nicei w 325 roku, w dodatku niewielką liczbą głosów. Co na ten temat mówią źródła historyczne? A.P. Omylił się. Sobór w Nicei zwołano głównie ze względu na poglądy Ariusza z Aleksandrii, który głosił, że Chrystus nie był równy Bogu Ojcu, lecz był jakby mniejszym Bogiem. Argumentował tak: 1) Jezus to Logos (Słowo), który przyszedł na Ziemię, cierpiał i umarł; 2) Bóg nie podlega cierpieniu ani zmianie, tak jak Logos; 3) Jezus nie może więc być w pełni Bogiem. Poglądy Ariusza potępił biskup Aleksandrii i lokalny synod w 320 roku, Ariusz jednak nie zaprzestał głosić swoich nauk. Faktycznie zataczały coraz szersze kręgi, gdyż był dobrym mówcą i miał poparcie wpływowego Euzebiusza z Cezarei. Do ich popularności przyczyniały się układane przez Ariusza melodyjne pieśni, które głosiły jego poglądy. Powodowało to podziały w chrześcijaństwie. Cesarzowi Konstantynowi zależało na jedności w imperium, dlatego zwołał w tej sprawie sobór ekumeniczny do Nicei. Wypracowanego wspólnie wyznania wiary nie podpisało tylko 2 z 318 delegatów. Nie była to więc niewielka liczba głosów. Źródłem, na którym oparł się Brown, była pseudohistoryczna książka pt. Święta Krew, Święty Graal, gdzie pojawia się nonsens w rodzaju: „Sobór w Nicei zadecydował głosowaniem, że Jezus nie jest śmiertelnikiem, ale Bogiem”. A przecież nawet Ariusz, za sprawą którego sobór w Nicei w ogóle zajmował się kwestią natury Chrystusa, nie wyznawał poglądu, że Jezus był zwykłym śmiertelnikiem, lecz wierzył, że Jezus jest Bogiem, tyle że mniejszym od Ojca. A.F. Brown wysunął w swej książce jeszcze kilka kwestii związanych z Konstantynem, sugerując m.in., że ów cesarz „zestawił” księgi biblijne... A.P. To kolejny błąd, gdyż Stary Testament powstał wieki przed Konstantynem, a nawet przed Chrystusem. Kanon nowotestamentowy funkcjonował już w II wieku. Domyślam się jednak powodu tej gafy Browna. Otóż w 332 roku Konstantyn kazał wykonać pięćdziesiąt pergaminowych kopii Biblii, aby zrekompensować chrześcijaństwu egzemplarze skonfiskowane i spalone z rozkazu jego poprzednika – Dioklecjana w latach 303-310. O kopie Pisma Świętego sprzed IV wieku trudno, gdyż wiele zniszczono podczas prześladowań, a ponadto pierwsi chrześcijanie nie należeli do zamożnych, dlatego kopiowali księgi na nietrwałym papirusie. Niemniej dysponujemy przynajmniej 88 fragmentami czterech Ewangelii z pierwszych trzech wieków i niemal całym tekstem Nowego Testamentu z II wieku (np. Kodeks Chestera Beatty). Wielu biblistów przyjmuje, że Ewangelie synoptyczne (Mateusza, Marka, Łukasza) powstały przed 70 rokiem, a Ewangelia wg Jana przed 100 rokiem. Brown utrzymuje, że kanon Nowego Testamentu ustalił Kościół wespół z Konstantynem dopiero w IV wieku, tymczasem już w czasach apostolskich uważano cztery Ewangelie i większość listów za część Pisma Świętego. W I wieku istniał już funkcjonalny kanon. A.F. Co decydowało o kanoniczności pism biblijnych? A.P. Po pierwsze, źródłem informacji musiał być apostoł. Po drugie, zgodność z resztą Pisma. Po trzecie, powszechna akceptacja wśród chrześcijan. Z tego ostatniego względu niektóre księgi były kwestionowane w II wieku, gdyż początkowo nie były szeroko znane. Na przykład Apokalipsa wg Jana znana była głównie w Azji Mniejszej. Co tyczy się kanonu Nowego Testamentu, to Konstantyn nie ustalił go ani Sobór w Nicei nie głosował w tej sprawie, gdyż nawet się nią nie zajmował. Brown oparł się na plotce, którą rozpowszechnił niechętny wobec Pisma Świętego sceptyk Wolter. Na tym soborze zapadło 20 decyzji. Wszystkie zachowały się do naszych czasów. Żadna nie dotyczyła kanonu. O kanoniczności nie decydował Kościół ani cesarz, jak to naiwnie ukazuje Kod Leonarda da Vinci. Synody w Hipponie (390 r.) i Kartaginie (393 r.) jedynie ratyfikowały funkcjonujący od wieków kanon. Sugestia, że Kościół dokonał jakichś zmian w Nowym Testamencie w IV wieku, jest absurdalna. Zobaczymy to, biorąc pod uwagę ilość starożytnych rękopisów ksiąg nowotestamentowych, których skatalogowano już blisko 5500 w języku greckim, około 10 000 po łacinie, 8000 w językach etiopskim, gockim, gruzińskim i ormiańskim. W sumie około 25 000. Dla porównania drugie dzieło najlepiej reprezentowane przez wczesne kopie to Iliada Homera z „zaledwie” 643 rękopisami, a potem O wojnie galijskiej Juliusza Cezara z 10 kopiami. Nowy Testament można odtworzyć z cytatów we wczesnochrześcijańskich dziełach, które powstały przed 325 rokiem. Ze względu na mnogość wczesnych kopii wprowadzenie jakiejkolwiek istotnej zmiany w tekst Nowego Testamentu w IV wieku było niemożliwe. A.F. Dziękuję za rozmowę. Książkę pt. Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja oraz wiele innych ciekawych pozycji można nabyć na stronie www.betezda.pl
» 1 Komentarz
1Komentarz
z poniedziałek, 25 maj 2009 16:50przez mich myślę że książka taka jak Kod Leonarda da Vinci pokazująca pseudo naukowe podejście nie jest niczym pożytecznym a raczej mąci w umysłach. Ciesze się, że są wierzący którzy obnażają tą fikcję i pokazują jak odpowiadać na takie fałsze pozdrawiam
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj. |
|
| Zmieniony ( 14.03.2009. ) |