| Opowiadanie "Gnostyk" |
|
|
|
| Redaktor: Cyprian Sajna | |
| 29.04.2009. | |
|
GNOSTYK
Eutychos miał jeszcze przed oczyma żrące płomienie ognia i strugi ciemnoczerwonej krwi. Uciekał co tchu. Tylko on ocalał i tylko on mógł jeszcze zachować tajemne manuskrypty. Biegł. Biegł jak najdalej od grożących mu mieczy i włóczni. Uciekał przed gniewem, przed okrucieństwem, przed tym światem. Uciekał przed materią. Przed złem.
Sznur na którym zawieszony był gliniany dzban ze zwojami uwierał go niemiłosiernie. Sandały uciskały stopy. Podłoże było kamienne. A nad głową palące, pustynne słońce. Nie było czasu by się zatrzymać, by odpocząć. Przecież jakiś najeźdźca mógł go widzieć. A może ktoś za nim biegł? Nawet tego nie wiedział. Moc Boża niemalże unosiła go nad powierzchnią. Biegł tak prędko jak Eliasz przed pędzącym rydwanem. Jego sześćdziesiąt lat życia w ciele nie było przeszkodą. Dla Boga przecież wszystko jest możliwe.
Kliknij "czytaj całość" Tam, za tą górą będzie mógł się ukryć. Śmiertelny wąwóz. Prędzej! Dasz radę Eutychosie! W końcu zdyszany wpadł do jakiejś groty. Chłodny pot spływał po jego skroniach, serce bilo mu w zatrważającym tempie. Sto czterdzieści, sto sześćdziesiąt, może dwieście uderzeń na minutę. Osunął się na ziemię. Stracił przytomność. Zdawało mu się, że tonie. Próbował wypłynąć z głębin morskich, połykał jednak wodę. Machał intensywnie rękoma. Jeszcze kawałek. Udało się. Zerwał się ze snu śmierci zlany potem z wytrzeszczonymi oczami. Pierwsza myśl – ukryć miedziane naczynie ze zwojem. Zaczął kopać dłońmi w ziemi. Wbijał długie, czarne paznokcie w ziemię. Ryl aż do bólu. Nie miał jednak już sil. Ucieczka była zbyt wyczerpująca dla Eutychosa. Czul, że jego ciało zaczyna umierać. Jakiś żar ogarniał jego wnętrze. Od serca, aż po wszystkie części jego wyczerpanego ciała rozchodziło się ciepło. Modlił się. Nie z trwogą jak czynią to psychicy. On wiedział, że należy wyzwolić się z materii stworzonej przez Demiurga. W końcu to mu się uda. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Oparł się na rękach. – Tak! Tak! Uwolnij mnie! – mówił w myślach, bo nie starczyło mu sil by krzyczeć. – W Twoje ręce Panie Jezu powierzam ducha mego! – ostatnie słowa wypowiedziane w myślach.
Ciało Eutychosa owinął przeszywający chłód. Zaczął silnie drżeć. Duch tańczył jeszcze z materią. Powoli wypuszczając ją ze swych chłodnych dłoni. Widział swoje nędzne ciało jak w lustrze, oczyma duszy. Te zapadnięte policzki, siwiznę, wychudzone, skostniale ręce i nogi. Wolność, poczucie prawdziwej wolności. Nic innego. Nieograniczoność, swoboda, ponadczasowość, bezśmierć. Zjednoczenie z wieczną, doskonalą pleromą. Mijały setki lat. Gliniany dzban z tajemniczym zwojem powoli ulegał zniszczeniu. Ciało zaś szybko zostało stoczone przez robactwo. Tylko kości czekały na zmartwychwstanie patrząc ślepo w wejście starożytnej groty, czekając na przyjście wybawiciela. Zwój bez świadomości czekał na odkrywcę. Zawierał przecież Słowo, Słowo które jest wieczne, nieprzemijające.
Pożądliwość rzekła do Duszy: Czyż nie igrałaś ze mną? Czy nie widziałam ciebie tańczącą razem z namiętnością?
Dusza odpowiedziała: Nigdy ciebie nie kochałam, Nie dzieliłam z tobą małżeńskiej komnaty.
Wstyd szeptał: Czyż Duszo nie widziałem ciebie ubranym? Nie zakrywałaś się przede mną?
Lecz Dusza odrzekła: Nie. Jestem naga jak dziecię. Nie ma grzechu we mnie.
Grzech usłyszawszy to rzekł: Lecz kto ci towarzyszy, Czyż nie ja?
Dusza odpowiedziała: Ty jesteś pożądliwością I nie z tobą sypiam. Moją miłością jest Poznanie.
Blask nadziei pochodzący od porannego słońca oświetlił grotę. Minęło prawie dwa tysiące lat. Słowo nie zginęło. Do groty weszła postać, z wyglądu podobna do człowieka. Jej dłonie jakby z jaspisu, na głowie troje oczu, postać odziana w zloty pancerz. Wyciągnęła rękę.
» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj. |
| « poprzedni artykuł |
|---|